WROCŁAWSKI KLUB KOSZYKÓWKI

#

#

#

#

2018-06-13 11:19:25

Przepytani - kadrowicze U20

#

Kuba, bardzo dobry debiutancki sezon na parkietach I ligi. Co udało Ci się z niego wynieść, co może zaprocentować w przyszłości?

JAKUB KOBEL: - Przede wszystkim dużo doświadczenia. Miałem wielu starszych kolegów, którzy są już ograni na takim poziomie, dostałem dużo wskazówek, trener na mnie stawiał. Jeśli chodzi o aspekty koszykarskie, czuję się bardzo doświadczony w lidze młodzieżowej. Jeśli chodzi o ligi seniorskie - mam się czego uczyć.

Uważasz, że trzecie miejsce na koniec sezonu jest pozycją na miarę Waszych oczekiwań czy pozostał niedosyt?

- Pozostał, ponieważ byliśmy drudzy po sezonie zasadniczym, myśleliśmy, że damy radę wywalczyć awans albo chociażby znaleźć się w finale. Niestety, noga nam się podwinęła w półfinale, ale i tak uważam, że to dobry wynik. W okresie przygotowawczym liczyliśmy, że będziemy w play-offach.

#

Mateusz, wcześniej Dąbrowa Górnicza, teraz Rosa Radom, miałeś swoje wejścia w ekstraklasie. Czego Ciebie nauczył ten sezon?

MATEUSZ SZCZYPIŃSKI: - Kiedy przyszedłem do Dąbrowy Górniczej, miałem okazję trenować z drużyną z ekstraklasy, ze starszymi i bardziej doświadczonymi zawodnikami, co później skutkowało lepszą grą w II ligach. W I lidze w Radomiu, kiedy jeszcze była, i przede wszystkim w rozgrywkach młodzieżowych byłem bardziej doświadczony podobnie jak Kuba. Próbowano mnie ustawiać na pozycji numer 1, z czego się cieszę, bo jak na tę pozycję jestem wysokim zawodnikiem. Oby kolejny przyniósł lepsze rezultaty niż ten, bo nie udało nam się wywalczyć awansu do I ligi, a taki był plan. Mieliśmy młodą drużynę, ale i tak uważam, że daliśmy z siebie wszystko, brakowało po prostu szczęścia.

Dominik, Wy z zespołem spadliście z ligi, ale jeśli chodzi o Ciebie samego, możesz uznać ten sezon za dobry?

DOMINIK RUTKOWSKI: - Niekoniecznie, liczyłem na dużo więcej. Choć nie spodziewałem się tego, przychodząc z I ligi z Gliwic, gdzie w ogóle nie grałem, do Kłodzka, że nagle stanę się jednym z liderów, który miał ciągnąć tę drużynę. Miałem co prawda 10 punktów na mecz, ale chciałem więcej, nie oszukuję się. Nie można nazwać sezonu udanego, jeśli jest spadek.

Fakt, spadliście, ale co koszykarskiego wyniosłeś?

- W poprzednim roku praktycznie nie grałem, a byłem w finale I ligi. Teraz byłem w play-outach i wiem, że każda piłka i każda akcja mogą być na wagę zwycięstwa. To w przyszłości zaprocentuje, jeśli nie w I lidze to może w ekstraklasie.

Wróćmy na chwilę do finałów mistrzostw Polski U20. Srebro – z pewnością jest niedosyt, ale Wy swój dorobek medalowy macie bardzo bogaty. Jak możecie podsumować drogę, którą przeszliście z WKK?

DOMINIK RUTKOWSKI: - Żal, że przegraliśmy finał z Asseco, bo liczyliśmy na złoto – bylibyśmy jedynym rocznikiem w historii w Polsce, który zdominowałby i zgarnął cztery złota. Wiedzieliśmy, że jeśli nie wejdziemy dobrze w meczu finałowym to będzie po nas, mieliśmy strasznie dużo w nogach, niektórzy grali praktycznie bez zmian. Patrząc na to, jak okrojonym składem graliśmy, uważam, że srebro i tak jest sukcesem.

JAKUB KOBEL: - Jeśli chodzi o poprzednie lata, myślę, że to duży sukces – trzy złota w naszym roczniku, do tego dodajmy jeszcze wiele srebrnych i brązowych medali. Dzięki temu zebraliśmy duże doświadczenie. Uważam, że przyczyniliśmy się do rozwoju tego klubu. Zrobiliśmy, co mogliśmy. Tak jak Dominik wspomniał, szkoda tego finału, mogliśmy to zrobić, ale zabrakło sił. Okrojony skład i brak rotacji spowodowały, że trudno było w obronie, a tym bardziej w ataku. Jeśli chodzi o mistrzostwa i całą koszykówkę młodzieżową w WKK – będę bardzo miło wspominał ten czas. Od 11 lat jestem tutaj z Dominikiem i współpraca z zawodnikami, z trenerami układała się cały czas, więc wszystko na plus.

Czwarte miejsce jest tym najgorszym dla sportowca. W którym momencie coś nie zagrało?

MATEUSZ SZCZYPIŃSKI: - Na pewno w półfinale. Myślę, że niewiele osób na nas stawiało, mając nie gorszą grupę niż Kuba i Dominik. Wygraliśmy ze Śląskiem, a nie byliśmy faworytem i wyszliśmy z pierwszego miejsca. Trafiliśmy na Asseco i nie ukrywam, chciałem na nich trafić, myślałem, że z nimi będzie łatwiej niż z Poznaniem. Jak się okazało, było zupełnie inaczej. Nie mówię, że chłopaki z WKK nie byli zmotywowani, ale ich przeciwnicy trochę bardziej, mieli w sobie ogień, który pociągnęli do samego końca. Nam w półfinale zabrakło właśnie motywacji i walki – nie chcę nikogo obwiniać – nikt nie zagrał dobrego meczu, ja także, wszyscy się staraliśmy, ale po prostu nie wyszło.

A Ty sam jeszcze możesz ocenić ten turniej?

- Od tamtego momentu byłem stawiany na pozycji numer 1. Myślę, że nie był to najgorszy występ, dlatego teraz w kadrze jestem próbowany na tej pozycji, gdzie rywalizuję z Łukaszem Kolendą, który gra w ekstraklasie i z Kubą, który był podstawowym rozgrywającym myślę całej I ligi. Jak na fakt, że jest to moja pierwsza styczność z tą pozycją, myślę, że nie wypadam źle.

#

Skoro zacząłeś temat kadry… Jesteście w WKK Sport Center na zgrupowaniu od początku czerwca, co szlifujecie przez ten czas?

JAKUB KOBEL: - Każda kadra charakteryzuje się tym, że trzeba budować atmosferę w zespole. Musimy się zgrać, ponieważ jesteśmy indywidualnościami z różnych klubów i części Polski. W każdym zespole jest inna taktyka i specyfika grania. Myślę, że te dwa tygodnie dały nam trochę ogrania, lepiej rozumiemy się na boisku, poza nim tym bardziej. Sparingi i wszystkie kolejne gry wpłyną na plus.

MATEUSZ SZCZYPIŃSKI: - W klubie każdy z nas ma zupełnie innego trenera i inną specyfikę trenowania. Musieliśmy poznać trenera Frasunkiewicza, ale wydaje mi się, że wszyscy jesteśmy zadowoleni z tego, jak prowadzi treningi. Wszyscy wiemy, że ma doświadczenie, bo sam był zawodnikiem, grał w kadrach. Bardzo nam pomaga to, jak się do nas zwraca i jak nas traktuje. Myślę, że dalsza współpraca będzie bardzo dobrze przebiegać i osiągniemy cel, czyli awans do dywizji A.

DOMINIK RUTKOWSKI: - Kadra Polski to najlepsi chłopcy w naszym roczniku. Chodzi o to, by indywidualności poskładać w jeden zespół i awansować do dywizji A w lipcu. Wszystko zależy od nas, czy dopasujemy się do stylu trenera, który wydaje nam się bardzo fajny. To że mamy cel, pomaga mu dać nam wskazówki, żebyśmy stawali się lepszymi zawodnikami i na kolejny sezon mieli większą wiedzę na temat gry.

Wasz trener wspominał, że na budowanie zespołu potrzebowałby co najmniej półtorej roku. On tego czasu nie ma. Jak Wam udaje się to nadrabiać?

DOMINIK RUTKOWSKI: - Wiadomo, że z kilkoma chłopakami znamy się trochę dłużej. Z niektórymi gramy w klubie po kilka lat, więc wiemy, gdzie będzie na boisku. Niektóre zachowania boiskowe musimy jednak wypracować, żeby w sytuacji stresowej nie zdarzyło się tak, że będziemy musieli szukać kolegi, tylko po prostu podamy, bo będziemy wiedzieć, że gdy dostanie piłkę, rzuci.

JAKUB KOBEL: - Skupiamy się głównie nad zespołowością, ale oczywiście w to wplatamy indywidualne umiejętności. Uważam, że znamy się dosyć dobrze, ponieważ w większości spotykaliśmy się w poprzednich kadrach do lat 16 i 18, a nawet rok temu do lat 20, gdy byliśmy młodszym rocznikiem. Zbieraliśmy już doświadczenie wcześniej, więc trzeba do tego wrócić. Wtedy nie było sukcesów, teraz na to liczymy i jesteśmy gotowi. Myślę, że zgrywamy się coraz bardziej, a motywację do treningów daje nam wspieranie się we wspólnym celu.

MATEUSZ SZCZYPIŃSKI: - Nie znamy się od dwóch tygodni, tylko mniej więcej od 6 lat. Kiedy odszedłem z WKK, wciąż obserwowałem Dominika, Kubę i popatrywałem, jak to we Wrocławiu się rozwija. Jestem bardzo zadowolony, że zaczęliśmy tą przygodę razem. Teraz widzę, że wszyscy z tego rocznika w Polsce, z którymi teraz się tu spotkaliśmy pną się w górę. Kadra to coś o czym każdy marzy. Tu nie patrzy się na siebie tylko na cel, który jest odgórnie postawiony i robimy wszystko, by go osiągnąć.

#

W piątek byliście na spotkaniu w Szkole Podstawowej nr 67 we Wrocławiu i ono z pewnością wiele dało tamtym dzieciakom, bo cały czas podkreślaliście, że one mogą kiedyś być na Waszym miejscu. A co to spotkanie dało Wam jako doświadczonym już zawodnikom?

DOMINIK RUTKOWSKI: - Poczuliśmy się jak zawodnicy, którzy kiedyś do nas przychodzili. Teraz my jesteśmy na ich miejscu, oni dawali nam wskazówki, które możemy przekazywać dalej. Dajemy takie rady, żeby młodzi, którzy tam byli, za kilka lat usiedli w tym samym miejscu. Nie ukrywam, to fajna sprawa – przyjść i opowiedzieć, co robimy i dać kilka rad.

JAKUB KOBEL: - Przed nimi cała kariera. Fajnie było przyjść i powiedzieć, co się o tym sądzi, jaką drogę obrać, by być lepszym. Mamy doświadczenie, ponieważ przechodziliśmy to samo, a teraz ich to czeka. Sami popełnialiśmy błędy, pewnie ich to też nie ominie, ale człowiek się przez to uczy. Może będziemy dla nich małym wzorem, żeby chcieli osiągnąć to co my, a w młodzieżówce zrobiliśmy dużo, więc mam nadzieję, że im też się to uda.

MATEUSZ SZCZYPIŃSKI: - Dobrze było zobaczyć reakcję tych dzieciaków: „O, przyszli jacyś znani koszykarze młodzieżowi”. Ja osobiście reagowałem na każdego koszykarza, którego podziwiałem. Dalej myślę, że każdy ma swojego idola, którego podpatruje i chciałby stawiać sobie jak najwyższe cele. Każdy z tych dzieciaków ma taki sam start jak my mieliśmy i tylko ciężka praca spowoduje, że mogą być na naszym miejscu, a nie daj Boże, nas przeskoczyć, dlatego my też musimy jeszcze ciężej pracować, żeby nas nie dogonili (śmiech).

Powiązane artykuły